Reklama

Płyta - Wojna totalna

Misyjne drogi

Pod słońcem Brazylii

2018-05-16 11:24

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 20/2018, str. I

Archiwum
Brazylijczycy są szczerym narodem, otwartym na Jezusa i Jego Matkę

Brazylia. Ziemia obdarowana przez Boga bogactwem roślin, pachnąca kwiatami i owocami, za które w Europie słono się płaci, kraj pełen kontrastów, z przewagą ubogich i bardzo ubogich ludzi, ludzi serdecznych i wdzięcznych za dar Boga, za dar Ewangelii. Kraj, w którym wszyscy grają w piłkę, choć w większości na bosaka... Ziemia misyjna, od sześciu lat także teren misyjny diecezji kieleckiej

Ksiądz Piotr Pochopień już jako student kieleckiego Seminarium marzył o misjach i działał w kleryckim kole misyjnym, prowadzonym wówczas przez obecnego biskupa Andrzeja Kaletę. Niemal tuż po święceniach w pierwszym roku kapłaństwa ks. Piotr przedstawił śp. bp. Kazimierzowi Ryczanowi swą prośbę, a biskup oczywiście odmówił, co dzisiaj misjonarz rozumie doskonale. Swą prośbę przedstawiał aż 11 razy, przez kolejne lata, bp Kazimierz konsekwentnie odmawiał. – Za jedenastym razem byłem zdeterminowany, że to już ostatni raz i może nawet bym nie zmartwił się odmową. Miałem już poukładane kapłańskie życie, angażowałem się w zajęcia sportowe, wiele się działo – opowiada.

A tutaj zgoda – i misje. Wyzwanie i zadanie. W międzyczasie ks. Pochopień, od zawsze zajmujący się piłką nożną, skończył szkołę trenerską i menadżerską, przez lata związany był z Wisłą Kraków, z zawodnikami, z klubem, był znany z tej działalności, a piłka pomagała w pracy z młodzieżą. A tutaj – misje…

Po rocznej edukacji i formacji w Centrum Edukacji Misyjnej, obejmującej m.in. naukę języka (w tym przypadku: portugalskiego) wyjechał do Brazylii, w teren w zasadzie dziewiczy dla diecezji kieleckiej, wyjąwszy pracujących tutaj księży chrystusowców pochodzących z diecezji. W „zielonych płucach świata” wylądował 17 lipca 2012 r.

Reklama

Początkowo zamieszkał u ks. Marka Figurskiego z diecezji płockiej, a tamtejszy biskup skierował go na językowy kurs w stolicy, poznawał serdecznych ludzi, i właściwie z marszu ruszył do duszpasterskiej pracy. Po pół roku na wikariacie został mianowany proboszczem.

Karczunek na parafii

Objął parafię Marquinho w diecezji Guarapuava. Teren parafii to mniej więcej połowa obszaru diecezji kieleckiej. W parafii ponad rok nie było księdza i szybko ujawniły się różne braki, od duszpasterskich, po logistyczne i gospodarcze, choć wiadomo, nikt nie wyjeżdża na misje z oczekiwaniem all inclusive.

– Miejscowi ludzie bardzo pięknie chcieli przyjąć nowego proboszcza, czyli mnie, przygotowali poczęstunek, ale okazało się, że nie ma na czym usiąść. Kuchenka gazowa nie funkcjonuje, z lodówki się leje, 15-letni samochód ledwie działa, a 15 lat na drogi pełne dziur i niespodzianek, które nigdy nie widziały asfaltu, to naprawdę dużo – opowiada ks. Piotr. Którejś nocy w pierwszym tygodniu pobytu pod misjonarzem zawaliło się łóżko. No i kościół: strop przegniły, dach się sypie, nie ma wielu rzeczy, np. konfesjonałów. Wokół kościoła i plebanii – istna dżungla amazońska.

Tydzień trwał karczunek buszu pełnego niespodzianek roślinnych i zwierzęcych. – Lilie, które kosiliśmy kosą, byłyby absolutną ozdobą naszych kwiaciarni – opowiada misjonarz. A zza szafy wypełzła 2-metrowa kobra, jedna z kobiet narobiła krzyku. Kobrę schwytano i zjedzono, była dobra (niezłe jest też mięso z jaszczurek i pancerników).

Parafia i jej 18 filialnych kościołów

Główny kościół nosi wezwanie Serca Najświętszej Maryi Panny i korzysta z niego ok. 800 osób, do tego jest 18 kaplic wyjazdowych w bardzo różnym stanie – taki był początek posługi ks. Pochopienia.

Nigdzie np. nie było konfesjonałów, z wprowadzeniem których misjonarz łączył tłumaczenie wiernym, czym jest grzech i potrzeba oczyszczenia się z niego, jak należy poznawać siebie i wzrastać w wierze. – Teraz mam kolejki do spowiedzi – mówi. Burza zmyła całkowicie jedną z kaplic, dwie drewniane zostały już zastąpione murowanymi. Teraz po Mszach św. w kaplicach ludzie chętnie zostają na rozmowy z księdzem.

W pierwszym roku pracy ks. Piotra wizyta duszpasterska z poświęceniem domów trwała rok czasu! – Dotarłem do wszystkich i wszyscy chcieli ze mną rozmawiać, dali mi kredyt zaufania, to był bardzo dobry początek – opowiada misjonarz. A jeden dom bywał oddalony od drugiego o kilka kilometrów.

I konsekwentnie realizował zasadę: rozwój duszpasterstwa i zaplecza materialnego.

Stopniowo wprowadzał spowiedź rodziców pierwszokomunijnych i chrzcielnych, organizowane cztery razy do roku całodzienne kursy przedmałżeńskie, następowała regulacja życia sakramentalnego. Przez pięć lat udzielił ok. 300 ślubów.

Dzieci do I Komunii św. przygotowują się przez 3 lata, a przystępują do niej po ukończeniu12 lat, natomiast bierzmowanie odbywa się po ukończeniu 16. roku życia. W 2017 r. I Komunię św. przyjęło w parafii 97 dzieci, a sakrament bierzmowania otrzyma 138 osób, z czego 46 to ludzie dorośli. Kandydaci do bierzmowania każdej niedzieli przed Mszą św. mają katechezy przy swoich kaplicach z katechetami, ponadto uczestniczą w trzech – czterech całodniowych przygotowaniach, ze wspólnym posiłkiem i wieczorną Mszą św. Taki ogrom duszpasterskiej pracy wymaga pomocy – i tu jest rola ok. 70 katechistów przygotowanych do tych zadań przez ks. Piotra, społeczników, po specjalnych kursach prowadzonych przez misjonarza. Obrazu życia parafii dopełnia grupa szafarzy Eucharystii.

– Gdy nie ma księdza i życia eucharystycznego, wchodzą pseudopastorzy, a że każdy człowiek potrzebuje duchowości, wiary, zyskują podatny grunt. „Duchowni” po dwumiesięcznych kursach mienią się reprezentantami kościołów o nazwach przedziwnych, np. „Ręce Boga”, „Uśmiech Boga”, czy „Duch zstępujący” lub będący plagą w Brazylii tzw. „kościół Milano” – założony przez byłego księdza, który ogłosił się biskupem. Wcale niechętnie rezygnują ze swoich owieczek, straszą wiernych najgorszymi karami, a że ok. 30 procent ludzi jest niepiśmiennych, łatwo jest nimi manipulować – opowiada misjonarz.

Diecezja kielecka pomaga

Ks. Piotr pozostaje w stałej łączności z diecezją kielecką, doświadcza pomocy ze strony wielu parafii, zaprzyjaźnionych kapłanów; jest wdzięczny za troskę i pomoc ze strony bp. Jana Piotrowskiego i Misyjnych Dzieł Diecezji Kieleckiej, z ich dyrektorem ks. Łukaszem Zygmuntem oraz wszystkich kapłanów, którzy wspierają jego dzieło osobiście czy poprzez ofiary pierwszych piątków miesiąca. – Bez tej pomocy nie byłbym w stanie nic uczynić – mówi ks. Piotr.

To wsparcie szerokie, począwszy od ofiarowanych dla brazylijskiej parafii różańców, obrazków, przedmiotów liturgicznych, przez współfinansowanie samochodu dla parafii (w projekcie Miva Polska), po zakup dzwonu z ofiar pierwszych piątków miesiąca. Jest na nim napis „Dar diecezji kieleckiej”. W lipcu 2017 r. w parafii ks. Piotra gościł bp Jan Piotrowski – niegdyś misjonarz w Kongu i Peru, który doskonale rozumie potrzeby misji. Przy dwóch kaplicach nie ma zakrystii, potrzebne są też nowe sale katechetyczne – Ksiądz Biskup zadeklarował pomoc diecezji.

W planie ks. Piotra jest jeszcze wymiana jednej z kaplic drewnianych na murowaną i remont salek katechetycznych przy głównej parafii.

Mango i... makowiec

Jak smakuje brazylijskie mango? – Inaczej niż z polskich sklepów, to po prostu miód i słodycz, mam kilka odmian w ogrodzie przy plebanii. Wyjątkowy smak mają też owoce jabutecaba, rodzaj krzyżówki agrestu z porzeczką, ale mój pies je uwielbia i zjada prosto z krzaka. Kilka odmian pomarańczy smakuje także zupełnie inaczej niż w Polsce – opowiada kapłan.

Menu przeciętnego Brazylijczyka – mieszkańca parafii ks. Piotra, a więc osoby ubogiej, jest niedrogie, nieskomplikowane, bazujące na lokalnych produktach. To kombinacja makaronu, ryżu, fasoli, manioku; mięso – jeśli jest. Potrawy są monotonne, misjonarz szybko zatęsknił za jadłospisem zbliżonym do polskiego, za jedzeniem bardziej urozmaiconym, z akcentem rodzinnym, a że umiejętność gotowania posiadł już w domu, więc sprawnie kucharzy, nie tylko dla siebie. – To dobra okazja, aby zaprosić innych księży polskich i zasiąść z nimi do wspólnego stołu. Tutaj na misjach i w samotności bardzo dokucza brak wspólnoty, brakuje mi obecności drugiego księdza, jego rady, rozmowy czy wspólnej modlitwy. Dopiero tutaj tak naprawdę doceniłem znaczenie kapłańskiej wspólnoty i to, jak bardzo przestrzegają jej proboszczowie w Polsce. Nieraz nas nawet to drażniło, to pilnowanie pór posiłków, spotkań – opowiada misjonarz.

Na święta przyjeżdża do niego zawsze blisko 10 polskich księży, ks. Piotr wszystko przygotowuje sam; raz tylko gęś okazała się starym i ciężko strawnym egzemplarzem (bo Brazylijczycy nie mają zwyczaju zabijania i konsumpcji gęsiny), a innym razem przy zakupie maku prawie wezwano policję, więc mak na makowiec przywozi sobie z Polski. Porcje smakowitego ciasta pachnącego polskim Bożym Narodzeniem księża spożywają wśród drzew eukaliptusowych i palmowych, wśród swobodnie rosnących wokół plebanii lilii i storczyków. Ks. Piotr lubi odmawiać różaniec w swojej wolierze w towarzystwie ok. 40 papug, a jedna z jego ulubienic spaceruje swobodnie po kuchni – ma ją od pisklęcia. Przywykł też do jaszczurek śmigających po ścianach, które czyszczą je z insektów, ale pająków wielkich jak talerz trzeba unikać – ukąszenia bywają śmiertelne. Dokuczliwa i niebezpieczna jest plaga szczurów i tzw. hapozaów – to krzyżówka szczura z lisem.

Piłka i korupcja

W piłkę nożną w Brazylii każdy gra, to fakt. U siebie w parafii w każdą drugą niedzielę Wielkiego Postu ks. Pochopień organizuje Misyjny Turniej Piłkarski. Każda z 18 kaplic wystawia swoją drużyną, która przyjmuje nazwę dowolnego państwa. Wydarzenie jest całodzienne, z Mszą św. i wspólnym posiłkiem, dzieje się tak od pięciu lat.

Wspomina piłkarski debiut w kraju misyjnym. Gdy wyjeżdżał do Brazylii, przyjaciele z branży piłkarskiej wyposażyli go w kompletny ekwipunek piłkarski, aby dobrze prezentował się na boiskach w królestwie futbolu. – Wystroiłem się więc na pierwszy mecz, wiedzieli, że jestem grającym księdzem, trybuny pełne; wchodzę na boisko w moich profesjonalnych korkach – i konsternacja – może czterech ma buty w ogóle, reszta jest boso... – opowiada. Bo Brazylia to kraj kontrastów, ogromnej biedy prowincji, korupcji na najwyższych szczeblach, terroryzmu i bandytyzmu. Bogatsi skupują biedne gospodarstwa rolne, płacą potem tyle, że wystarczy na przysłowiową łyżkę strawy, oporni – giną od kuli, więc mało kto się sprzeciwia.

Przemocy i zagrożenia życia misjonarz doświadczał osobiście – w sąsiednim mieście były gigantyczne napady, sam trzykrotnie miał pistolet przyłożony do głowy. Co mnie uratowało? Ktoś mnie poznał, że jestem księdzem, przeprosili, że to pomyłka... Powszechne są kradzieże („nie zdziwię się, jak mnie okradną do gołych ścian”, mówi).

I zaraz dodaje: – Zaufałem Bogu i On prowadzi mnie na drodze misyjnej. Zrzekłem się wielu rzeczy, ale i bardzo wiele zyskałem. Wczorajszy dzień to już przeszłość, dzisiejszy to dar od Boga, a jutrzejszy – tajemnica. Odkrywam ją i powierzam Panu moją misyjną i kapłańską drogę. To Jego decyzja – nie moja – jak potoczy się ona dalej – podsumowuje ks. Piotr Pochopień.

Pod koniec maja już jest ponownie pod słońcem Brazylii.

Tagi:
Brazylia

Lula dla milionów

2018-10-03 08:01

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 40/2018, str. 55

Spłonięcie unikatowego Muzeum Narodowego w Rio de Janeiro i atak nożownika na jednego z głównych pretendentów do urzędu prezydenta Brazylii dobrze ilustrują stan, w jakim znajduje się ten kraj

Wikipedia
Byli prezydenci Brazylii: Dilma Rousseff i jej poprzednik Luiz Inácio Lula da Silva

Są też inne ilustracje, w tym wycofanie się z wyborów byłego prezydenta Luiza Inácio Luli da Silvy i wskazanie „zastępcy”, do czego doszło w dość niezwykłych okolicznościach. Popularny, szczególnie wśród gawiedzi, „Lula” wskazał następcę z... więzienia, w którym odsiaduje 12-letni wyrok za korupcję. Polityk obstawał przy swojej kandydaturze do ostatniej chwili, choć nie miał szans na wybór – prawo zakazuje tego w sytuacji, w której się znalazł.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prezentacja szaty św. Jana Pawła II z obchodów Wielkiego Jubileuszu 2000

2018-10-15 16:59

aa, awo, lk / Warszawa (KAI)

Ozdobna, kunsztownie wykonana szata liturgiczna, którą Jan Paweł II miał na sobie podczas inauguracji obchodów Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 w Rzymie została zaprezentowana w poniedziałek w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

Magdalena Kowalewska
Prezentacja szaty Jana Pawła II

Podczas prezentacji szaty kard. Kazimierz Nycz stwierdził, że jest to moment bardzo wzruszający, zważywszy na bieżące dni, związane z 40. rocznicą wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.

- W tej samej kapie otwierał pod koniec 1999 r. Drzwi Roku Jubileuszowego, a był to rok wyjątkowy, ogłoszony z okazji drugiego millennium chrześcijaństwa. W tej kapie papież wprowadzał nas w trzecie tysiąclecie - powiedział metropolita warszawski, nawiązując do słów kard. Stefana Wyszyńskiego, który na początku pontyfikatu papieża Polaka zapowiadał, że wprowadzi on Kościół w trzecie tysiąclecie.

- Wtedy, gdy wypowiadał te słowa, do trzeciego tysiąclecia był jeszcze kawałek czasu. To było proroctwo, które się spełniło i wypełniło - dodał metropolita warszawski, prosząc, by pamiętać nie tylko o Drzwiach Świętych, ale o "wszystkich drzwiach i bramach, które swoim pontyfikatem otworzył święty papież Jan Paweł II".

Prezentacji oryginału kapy dokonał Roberto Salvagnin z pracowni Atelier X Regio z Wenecji, która wykonała szatę.

Opis powstania kapy jest bardzo prosty - mówił Roberto Salvagnin. - Dostaliśmy zamówienie od ks. prałata Mariniego, który był ceremoniarzem papieskim. Dostaliśmy wtedy zamówienie na wszystkie liturgie Roku Świętego, w tym na liturgie rozpoczęcia i zamknięcia tego Roku. Kapa miała nie być biała, miała być współczesna, gdyż służyła wprowadzeniu Kościoła w trzecie tysiąclecie. Myśleliśmy o prostym i łatwym do rozpoznania symbolu. Pomyśleliśmty zatem o symbolu bramy, który został powtórzony wielokrotnie. Kolory są typowo chrystologiczne: złoto, czerwień i błękit - opisywał szatę jej współtwórca.

- Ten depozyt to wielki dar dla Muzeum. Mam nadzieję, że będzie nam służył długo. Mamy również w planach pozyskanie kompletu szat z tej pracowni, która ubierała papieża przez dziesięć lat. Stojąc przy tym artefakcie, będziemy się wsłuchiwać w to, jak papież przez cały pontyfikat wprowadzał Kościół w trzecie tysiąclecie i co mówił do nas, Polaków - powiedział Marcin Adamczewski, dyrektor Muzeum prymasa Wyszyńskiego i Jana Pawła II w Warszawie.

Zaprezentowana w Domu Arcybiskupów Warszawskich papieska kapa to pod wieloma względami unikatowy projekt artystyczny. Szata jest doskonale zaprojektowana z uwzględnieniem zasad obowiązujących przy tworzeniu strojów liturgicznych, lecz przy jej wykonaniu wykorzystano niepowtarzalny materiał, który mimo imponujących rozmiarów kapy, zapewnia lekkość i zachwyca pod względem estetycznym. Jest to tkanina, przy której powstaniu wykorzystano najnowsze pomysły technologiczne, współcześnie stosowana w przemyśle kosmicznym.

Całość została ręcznie wykonana na specjalne zamówienie we włoskiej pracowni Atelier X Regio z Wenecji, które projektuje i szyje szaty liturgiczne dla hierarchów Kościoła. Przez kilkanaście ostatnich lat pontyfikatu ubierało Jana Pawła II. W atelier pracują nie tylko projektanci i krawcy, ale również teologowie. Każdy symbol umieszczony na szatach liturgicznych ma więc głęboką wymowę liturgiczną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak się czuł kard. Karola Wojtyły dzień po wyborze na papieża?

2018-10-16 09:52

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Dzień po wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża Jana Pawła II, kard. Stefan Wyszyński zapytał go jak się czuje jako papież. Jan Paweł II odpowiedział, że czuje się tak, jakby tu od zawsze był. Na co kard. Wyszyński odpowiedział, że to łaska stanu” – mówi abp Józef Michalik, który wówczas był rektorem Kolegium Polskiego w Rzymie, skąd kard. Wojtyła 16 października 1978 roku wyjechał na konklawe.„Mogliśmy przewidywać, że nadzieja na wybór jest realna. Były ku temu przesłanki” – dodaje abp Józef Michalik.

PAP/JACEK TURCZYK

„Kard. Karol Wojtyła przyjechał do Rzymu znacznie wcześniej, przed 16 października, i zatrzymał się w Kolegium Polskim” – powiedział abp Józef Michalik, wspominając czas poprzedzający konklawe sprzed 40 lat. Kolegium Polskie zostało założone przez Zmartwychwstańców w 1866 roku i „przez lata służyło polskiej sprawie”. Jak wyjaśnił abp Michalik, tam właśnie zatrzymywali się biskupi podczas swoich wizyt w Rzymie, tam też zatrzymywał się m.in. kard. Wojtyła.

Przyjazd kard. Karola Wojtyły w tym czasie wiązał się z pogrzebem zmarłego nagle Ojca Świętego Jana Pawła I. Abp Michalik wspominał, że wyjechał po kard. Wojtyłę na lotnisko, by go powitać i przywieźć do Kolegium. On jednak poprosił, by pojechali najpierw do Bazyliki św. Piotra, gdzie było już wystawione ciało śp. papieża Jana Pawła I. Jak relacjonuje abp Michalik, wchodząc do bazyliki i widząc obecnych tam kardynałów, zapytał kard. Wojtyły, ilu z nich nie zna on osobiście. „Kardynał się zastanowił i odpowiedział: siedmiu. Dla mnie to była pośrednia odpowiedź, że właściwie nie ma takiego drugiego kardynała, który tylko siedmiu kardynałów by nie znał osobiście. To wskazywało na to, że szanse naszego kardynała były poważne w tym najbliższym konklawe” – powiedział abp Michalik.

Abp Michalik mówił również o innych znakach, które wskazywały na to, że myśl kardynałów zostanie skierowana w kierunku kardynała z Polski. Jako jeden z nich wskazał fakt, że kard. Wojtyła jako jeden z kilku kardynałów-elektorów został poproszony o wygłoszenie wykładu całemu kolegium kardynalskiemu na temat przyszłości Kościoła, podczas sesji, jaka tradycyjnie miała miejsce tuż przed konklawe. „Mogliśmy przewidywać, że nadzieja na wybór jest realna” – powiedział abp Michalik.

Jak wspominał, kard. Wojtyła do czasu konklawe uczestniczył w codziennych praktykach modlitewnych mieszkańców Kolegium Polskiego. Wielokrotnie, m.in. podczas wspólnych posiłków, również przed pierwszym konklawe, były rozmowy na temat wyboru nowego papieża. „Żartowaliśmy, komentowaliśmy doniesienia prasowe, a czasem rozmawialiśmy na poważnie” – powiedział abp Michalik. „Ksiądz kardynał zawsze przyjmował te żarty i rozmowy z uśmiechem, a czasem z humorem na to odpowiadał” – powiedział abp Michalik.

Opowiedział też wydarzenie, jakie miało miejsce dokładnie w dniu wyboru, w kaplicy Kolegium Polskiego. Rano Mszy św. przewodniczył tam kard. Wojtyła. W czasie modlitwy wiernych jeden z księży spontanicznie wypowiedział intencję, by kard. Karol Wojtyła został papieżem. Tę modlitwę wiernych zakończył kard. Wojtyła. Odniósł się do tej intencji przywołując mocne słowa Jezusa do Piotra z ewangelii św. Mateusza 16, 21-23, gdzie Jezus mówi: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki” (Mt 16,23). Kończąc dodał jakby swoją intencję, by został wybrany sługa Boży, który przyjmie wybór z pokorą i spełni wolę Bożą.

Abp Michalik zapytany o sam moment wyboru, odpowiedział, że przyjął go z wielką radością. Nie chodził na Plac św. Piotra po południu, właśnie z racji na możliwość wyboru kard. Wojtyły, by w razie czego udzielić potrzebnych informacji czy też pokazać pokój, w którym mieszkał kard. Wojtyła tuż przed konklawe. „Kiedy zostało ogłoszone imię Karola Wojtyły prawie natychmiast rozdzwoniły się telefony” – opowiadał.

Po wyborze rektor Kolegium Polskiego wraz z domownikami, którzy oglądali konklawe w telewizji, poszedł do kaplicy. „Wspólnie zaśpiewaliśmy Te Deum dziękczynne za to wydarzenie i poleciliśmy Bogu nowego papieża” – powiedział.

Następnego dnia wraz z sekretarzem nowego Ojca Świętego, obecnym kardynałem Stanisławem Dziwiszem, abp Michalik pojechał do Watykanu, by zawieźć Papieżowi pozostawione w Kolegium Polskim rzeczy. „Zastaliśmy go na modlitwie, na klęczniku przed Najświętszym Sakramentem, ubrany na biało. Kiedy podszedłem by się powitać Ojca Świętego. On poprosił bym chwilę jeszcze poczekał i spotkaliśmy się. Bardzo swobodnie zaczął opowiadać o ostatnich wydarzeniach i bardzo nas zapraszał, byśmy go odwiedzali.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem