Reklama

Młodzi zawierzeni Matce Bożej Łokietkowej

2018-07-04 11:10

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 27/2018, str. III

WD
Biskup Jan zawierzył młodzież diecezji kieleckiej Matce Bożej Łokietkowej

Wiślica odsyła nas do czasów pierwszych chrześcijan, gdy miał tutaj miejsce chrzest księcia Wiślan. Tutaj rodziła się, w tej kolebce chrześcijaństwa, wspólnota Kościoła. Tutaj rodziła się przyszłość naszej ojczyzny i ziemi świętokrzyskiej. Od czasów króla Łokietka obecna jest tutaj Maryja Matka Boża Uśmiechnięta – mówił bp Jan Piotrowski w homilii do młodych zgromadzonych na Mszy św. w wiślickiej bazylice.

W czasie XVI Diecezjalnego Spotkania Młodych biskup Jan zawierzył młodzież diecezji kieleckiej Matce Bożej Łokietkowej.

Młodzi, którzy przybyli tutaj z różnych stron diecezji z opiekunami, katechetami i kapłanami, cały dzień spędzili w średniowiecznym grodzie, uczestnicząc w koncertach ewangelizacyjnych, uwielbiając Boga, słuchając świadectw. Była okazja do rozmów i wspólnej radosnej modlitwy. Z młodzieżą spotkał się także inicjator wydarzenia bp Marian Florczyk. Z młodymi modliło się kilkunastu dekanalnych duszpasterzy i proboszczowie z dekanatu buskiego.

Reklama

Wśród kilkuset młodych była grupa stu uczniów z parafii pw. Krzyża Świętego w Łopusznie przygotowująca się do bierzmowania. Towarzyszyła im katechetka Jolanta Szczerek i ks. Adam Nowak. – Jestem pierwszy raz na takim spotkaniu i bardzo mi się podobało. U nas w parafii młodzi mogą się włączać w życie Kościoła na różny sposób. Ja działam w wolontariacie, jest też grupa muzyczna Soli Deo, która śpiewa podczas każdej niedzielnej Eucharystii. W Wiślicy byłam pod wrażeniem koncertu Arkadio, który tworzy fajną muzykę. Mówił do nas o swoich problemach, dzielił się z nami doświadczeniem i wiarą. Podkreślał, że korzystając z życia nie możemy zapominać o Bogu. Myślę, że to, co powiedział jest ważne dla nas.

Z Jędrzejowa przyjechał ze swoimi znajomymi Jakub, student psychologii. – To już moja kolejna wizyta w Wiślicy na Diecezjalnym Spotkaniu Młodych. Bardzo lubię tutaj być. Za każdym razem jest inaczej. Dla mnie to wydarzenie jest przede wszystkim naładowaniem duchowych akumulatorów.

Z Małoszowa przyjechali gimnazjaliści i uczniowie klasy VII. Na nich największe wrażenie wywarło świadectwo pani Kasi, która opowiadała o przebaczeniu. Młodzi byli pod wrażeniem gościnności i życzliwości parafian i pracujących tutaj księży. – Bardzo nas mile przyjęto. Wszyscy są dla nas pomocni i życzliwi – opowiadali.

Towarzyszący młodzieży ks. Łukasz Zygmunt podziękował młodym za ich obecność i świadectwo wiary. – Daliście sobie czas łaski, byście mogli przeżywać wspólnie i umacniać wiarę, która będzie darem dla innych – mówił. Zachęcał ich do modlitwy w intencji biskupów i uczestników Synodu Młodych, który odbędzie się jesienią.

W słowie skierowanym do młodych biskup Jan przypomniał, że diecezjalne spotkanie młodzieży w Wiślicy, wpisuje się w hasło tegorocznego roku liturgicznego „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”, które rodzi naturalną tęsknotę ludzkiego serca za Duchem Świętym Pocieszycielem. Tłumaczył młodzieży, że Pięćdziesiątnica zmieniła sposób widzenia Jezusa przez Apostołów. Przyjście Ducha Świętego uczyniło z Apostołów świadków i proroków. W tym kontekście przypomniał encyklikę Jana Pawła II „Fides et ratio”, w której Papież pisał, że Apostołowie i męczennicy kolejnych wieków szli z darem Jezusa, bo Duch Święty uzdalniał ich, by z otwartością dawali świadectwo. – Misja Kościoła jest dziełem Boga w mocy Ducha Świętego – mówił za Papieżem. Wyjaśniał młodym istotę chrztu świętego i jego owoce. – Mandat do świadectwa wiary został nam zadany na chrzcie świętym. W łasce chrztu świętego jest wszystko, aby być apostołem Jezusa. Dzięki łasce chrztu świętego mamy nieograniczony kapitał, aby być świadkami wiary. Tylko trzeba wiedzieć, że się jest chrześcijaninem i stawiać sobie pytanie jak słuchacze św. Piotra: Co mam czynić? – mówił do młodych.

Biskup Jan nakreślił krótko sylwetkę Heleny Kmieć, świeckiej misjonarki zamordowanej w Boliwii. Zaznaczył, że Helenka była świadoma prawdy, że wiara umacnia się kiedy jest przekazywana, dlatego wyjechała na misję do Boliwii, by pracować wśród dzieci. Jej życie powoduje, że wielu młodych stawia sobie pytanie: Czy nie warto zmienić własnego życia? Jej wielkości i jej piękna nie stworzyła śmierć, ale jej życie, bo to życie czyni nas pięknymi – powiedział, apelując do młodych o dobre wykorzystanie czasu. Na zakończenie bp Piotrowski podziękował i pogratulował młodym obecności w Wiślicy i zaprosił ich na spotkanie u bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie. – Za przykładem Karoliny Kózkówny i św. Stanisława Kostki stańcie na drogach i zapytajcie jaka jest najlepsza. Idźcie po niej, a znajdziecie życie pełne. Taką Drogą jest On – Jezus Chrystus – zakończył Ksiądz Biskup.

Tagi:
młodzi

Do czego Bóg cię wzywa?

2019-03-20 09:25

Anka Zinówko
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 52-55

©sushaaa - stock.adobe.com

Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego” (Łk 1, 38). To zdanie pochodzi ze sceny Zwiastowania Matce Bożej. Do młodziutkiej dziewczyny przychodzi posłaniec Boży z konkretną propozycją. Z słów Archanioła Gabriela wynika, że wolą Bożą jest, aby Ona, zwykła kobieta z Nazaretu, została matką Syna Bożego.

Zachwyca mnie fakt...

iż Bóg w żaden sposób nie narzuca Jej swojej woli, co więcej, pozwala, aby Ona zadawała Mu pytania. I Maryja zanim podejmuje ostateczną decyzję, przekazuje Gabrielowi niezwykle logiczne wątpliwości. Dla mnie to wspaniały dowód na to, że Bóg nie pragnie zniewalać człowieka. Z tej sceny możemy wywnioskować, że owszem, Niebieski Ojciec ma dla każdego z nas swój plan, jednak nigdy nie robi nic na siłę, tylko proponuje dialog. Wszakże przychodzi chwila, kiedy Maryja decyduje się wypowiadając słowa ...niech mi się stanie. Tym samym zgadza się, aby w Jej życie wszedł Bóg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak przebaczyć innym i zmienić siebie

Piotr Chmieliński
Niedziela Ogólnopolska 10/2008, str. 10-13

Nigdy ci tego nie wybaczę! - krzyczy kobieta do mężczyzny, który ją bardzo skrzywdził. Tak bardzo, że wyrządzone zło wydaje się nie do wybaczenia. A jednak wszyscy jesteśmy wezwani do wybaczania. Jak to robić?

Bożena Sztajner

Krzywda jest na stałe wpisana w naszą ludzką egzystencję. Oczekiwanie, że w naszych relacjach z innymi nigdy nie będziemy krzywdzeni - to naiwność. Człowiek, zraniony przez grzech pierworodny, skłonny jest do zła i krzywdzenia innych. Oczywiście, sam jest także krzywdzony. Dlatego każdy z nas, prędzej czy później, będzie się musiał zmierzyć z doświadczeniem krzywdy, koniecznością jej przebaczenia i pojednania się z krzywdzicielem.

Przebaczenie uprzedza pojednanie

Przebaczenie to trudny proces. Przebaczając, musimy bowiem coś stracić: to, co krzywdziciel jest nam dłużny. Wyrządzając nam krzywdę, zaciągnął wobec nas dług. A jako dłużnik ma w stosunku do nas pewne zobowiązania, a my mamy nad nim pewną przewagę. Strata długu oznacza automatycznie stratę tej przewagi. A jednak warto zrezygnować z tego długu i przebaczyć. Bo brak przebaczenia jest bardzo destrukcyjny. - Po pierwsze, dopóki nie dojdzie do przebaczenia i pojednania, historia będzie się powtarzać, a człowiek nie uwolni się od bólu, strachu i zamieszania. Brak przebaczenia rodzi zgorzknienie, które z kolei prowadzi do choroby, czasem bardzo poważnej - tłumaczyła na jednej z sesji poświęconej relacjom dr Wiesława Stefan, terapeutka.
Jednak przebaczenie to nie to samo, co pojednanie. „Przebaczenie uprzedza pojednanie, stanowi także konieczny warunek prawdziwej jedności i zgody między ludźmi. Pojednanie może być budowane tylko na wzajemnej wymianie przebaczenia - ofiarowanie przebaczenia powinno być wówczas złączone z jego przyjęciem” - pisze o. Józef Augustyn, jezuita, w książce „Ból krzywdy, radość przebaczenia”.
Przebaczenie to nasz wewnętrzny akt, do którego nie potrzebujemy drugiej strony. Po prostu decydujemy się na odpuszczenie naszemu winowajcy wszystkich jego przewinień wobec nas. Co on z tym zrobi - jego sprawa. To już nie zależy od nas. My przebaczamy. Dlatego twierdzenie, że przebaczenie ma sens tylko wtedy, gdy druga strona uzna swoją odpowiedzialność za popełnione zło, jest niesłuszne. Przebaczenie zawsze ma sens, niezależnie od postawy drugiej strony.
Natomiast żeby doszło do pojednania, potrzebne jest także zaangażowanie drugiej strony. Bez tego trudno mówić o pojednaniu.

Konieczne dotknięcie ran

Przebaczenie krzywdzicielowi to proces. Składa się on z kilku etapów, z których każdy jest ważny i nie można go ominąć. Pójście na skróty grozi tutaj tym, że cały proces nie powiedzie się. Po pierwsze - trzeba sobie uświadomić krzywdę. Dostrzec ją i jasno ją nazwać. Co dokładnie spowodowało krzywdę, jakie słowa, gesty, zachowania? Co wtedy czułem? To ważne, bo często najgłębsze rany spychamy do nieświadomości. Żyjemy tak, jakby ich nie było i nic się nie stało. I wówczas możemy nawet nie pamiętać o doznanej krzywdzie. W procesie przebaczenia konieczne jest dotknięcie tych ran, chociażby były najbardziej bolesne. Przebaczyć to nie znaczy zapomnieć o doznanej krzywdzie! To raczej zagoić ranę, o której możemy cały czas pamiętać, że istniała, ale której wspomnienie nie promieniuje już bólem i nie jest ogniskiem zapalnym.
Po drugie - trzeba swoje poczucie krzywdy przed kimś wypowiedzieć. Najlepiej, żeby to był ktoś zaufany i przygotowany do przyjęcia tych treści: psycholog, kierownik duchowy, przyjaciel. Wiesława Stefan, terapeuta rodzinny z Wrocławia, radzi też np., aby pisać listy do krzywdzicieli. Nie chodzi w nich o ocenianie czy osądzanie nikogo, ale o nazwanie krzywdy, określenie, kiedy ona miała miejsce i jakie skutki tego zranienia nosimy do dziś. Przykład takiego listu, adresowanego w tym przypadku do matki: „Nie tuliłaś mnie, mamo, nie brałaś na kolana, nie całowałaś. A ja dzisiaj czuję się niegodna miłości”. To pisze córka. A syn: „Nie przytulałaś mnie, mamo, nie dałaś mi czułości, miłości, ciepła. A ja dzisiaj przytulam się do każdej kobiety i z żadną nie potrafię się związać”.
„Pisanie takiego listu - tłumaczy Wiesława Stefan w książce «Uzdrawianie relacji» - to jest «czyszczenie rany», wtedy spotykamy się z bólem. Ale dobrze jest czuć ten ból, bo kiedy pozwalam na to, by go poczuć, zaczynam zdrowieć. Muszę nazwać krzywdę, powiedzieć, jakie były jej skutki, i dodać, że piszę to wszystko po to, aby ci przebaczyć i się z tobą pojednać. Ważne, by w liście do rodziców jako krzywdzicieli napisać również o dobrych rzeczach, które mama i tata zrobili dla nas”.

Każdy medal ma dwie strony

Trzecim etapem przebaczenia jest nowe spojrzenie na całą sytuację i zobaczenie drugiej strony medalu. Bo każdy medal ma dwie strony, a kij - dwa końce.
Chodzi o dostrzeżenie w sytuacji krzywdy również własnej odpowiedzialności. Oczywiście, nie dotyczy to zranień, gdzie byliśmy ofiarami ewidentnego zła.
Warto zobaczyć daną sytuację możliwie ze wszystkich stron. I spróbować zrozumieć drugą stronę. Dlaczego on tak się zachowywał? Dlaczego np. pił i bił? Albo uciekł z domu, zostawiając rodzinę bez środków do życia? Wtedy może się okazać, że reagował tak, jak umiał. Bił, bo sam był bity przez własnego ojca, a uciekł, bo nie miał już siły dłużej dźwigać odpowiedzialności. To wszystko, oczywiście, nikogo nie usprawiedliwia. Ale łatwiej się pojednać, kiedy spróbujemy wejść w położenie drugiej strony. Jednak dopiero na tym etapie!
Czwarty etap jest kluczowy. Trzeba sobie tu zadać pytanie: Czy naprawdę chcemy przebaczyć? Bo może być tak, że po prostu nie chcemy, i wtedy rozpoczynanie na siłę procesu przebaczenia nie ma sensu. Ale może być też inna sytuacja. Naprawdę chcemy przebaczyć, ale… nie możemy. Przechodzimy cały proces, etap po etapie, i nic. To bardzo cenne doświadczenie tego, że przebaczenie jest łaską od Boga. Łaską, o którą trzeba się modlić. Oczywiście, tej łaski Bóg nikomu nie odmawia. Ale nie każdy jest otwarty na jej przyjęcie. I jeżeli ktoś mówi, że nie potrafi przebaczyć, to w rzeczywistości oznacza to, iż nie może otworzyć się na łaskę przebaczenia. Decydująca jest jednak wola przebaczenia i prośba do Boga o łaskę, aby było to możliwe. Wtedy można mieć nadzieję, że prędzej czy później przebaczenie nastąpi.

Przebaczyć sobie i... Bogu

Do przebaczenia jesteśmy wezwani wszyscy. Ale chodzi nie tylko o przebaczenie innym. Aby było ono pełne, trzeba przebaczyć jeszcze sobie i… Bogu. Konieczność przebaczenia sobie, a szczególnie Bogu, może nas zdziwić.
Zacznijmy od przebaczenia sobie. Dlaczego to jest takie ważne i co właściwie mamy sobie wybaczyć? Trudno jest przebaczyć innym, jeżeli nie przebaczyło się sobie. Dlatego warto zobaczyć, o co mamy do siebie pretensje, dlaczego ciągle jesteśmy z siebie niezadowoleni. Może poprzeczkę ideałów powiesiliśmy sobie tak wysoko, że w żaden sposób nie jesteśmy w stanie jej przeskoczyć, co rodzi ciągłą frustrację? Może mieliśmy wielkie ambicje, z których nic nie wyszło? Chcieliśmy mieć domek z ogródkiem i gromadkę dzieci, tymczasem mamy ciasne mieszkanie w bloku i jedno dziecko, któremu w dodatku nie jesteśmy w stanie zapewnić porządnego wykształcenia... Albo chcieliśmy po prostu wychować dzieci w pełnej rodzinie, a tymczasem po rozwodzie wychowujemy je bez ojca. Lub też marzyliśmy o podróżach po świecie, a w wyniku wypadku jesteśmy przykuci do wózka i trudno nam nawet wyjść do sklepu. A może w taki czy inny sposób skrzywdziliśmy innych? Teraz za to wszystko trzeba sobie przebaczyć. W podobnym procesie, jak to było opisane w przypadku przebaczenia innym.
Ważne jest też pojednanie z Bogiem. Bóg nas przecież niczym nie skrzywdził. Wręcz przeciwnie. Jest On samą miłością, stworzył nas z miłości, zbawił nas z miłości i pragnie wyłącznie naszego dobra. A jednak często mamy do Niego różne pretensje, żal, złość, gniew, a nawet nienawiść. Warto to wszystko dokładnie przeanalizować, nazwać i wypowiedzieć. Może gniewamy się na Boga za nieudane życie, ciężką chorobę, surowych rodziców, złego męża, niewdzięczne dzieci albo... za brak możliwości posiadania dzieci czy zawarcia małżeństwa. To wszystko właśnie trzeba wypowiedzieć Bogu na modlitwie oraz prosić o łaskę zrozumienia i pojednania z Nim. I także warto napisać list do Niego. „Dobrze jest napisać Panu Bogu o naszej złości do Niego, nawet jeśli wydaje nam się, że dzisiaj jest inaczej. Pewnie nieraz wykrzykiwaliśmy Bogu: «Gdzie jesteś, dlaczego pozwalasz na tyle zła? Czy Ty w ogóle jesteś? Czy ja dla Ciebie w ogóle istnieję?». Pan Bóg wszystko przyjmie, i tę złość też, kiedy Mu o niej powiemy. Uwolni nas od niej” - pisze Wiesława Stefan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Pałacu Prezydenckim podsumowano III edycję Akcji Pomocy Polakom na Wschodzie

2019-03-26 18:11

kg (KAI) / Warszawa

W Pałacu Prezydenckim w Warszawie odbył się 26 marca finał III edycji Akcji Pomocy Polakom na Wschodzie, zorganizowanej przez urząd głowy państwa. Na uroczystość tę przybyli, oprócz pary prezydenckiej, także marszałek Senatu Stanisław Karczewski, członkowie parlamentu, rządu, organizacji pozarządowych, zaangażowanych w tę pomoc, polscy dyplomaci akredytowani w krajach b. ZSRR. Nie zabrakło samych zainteresowanych, a więc przedstawicieli naszych rodaków z Białorusi, Ukrainy, Mołdawii i Naddniestrza oraz towarzyszących im polskich księży, sióstr zakonnych i nauczycieli.

www.prezydent.pl

Zwracając się do zebranych prezydent Andrzej Duda przypomniał, że już po raz trzeci odbywa się ta akcja, której celem jest nie tyle pomoc, ile przede wszystkim spotkanie z naszym rodakami, którzy w wyniku zmiany granic po II wojnie światowej pozostali już poza ojczyzną i z tymi, którzy znaleźli się daleko, na Wschodzie z powodów politycznych. Zdaniem głowy państwa 22 tony różnych artykułów, jakie zawieziono na Wschód, to nie tylko pomoc, ale prezenty z Polski dla tych ludzi.

- Najważniejsze były i są osobiste spotkania i rozmowy z nimi, niekiedy pierwsze po wielu dziesięcioleciach okazje do usłyszenia żywego języka polskiego. Przez długi czas nie można było mówić o polskości ani przyznawać się do niej, a jednak nasi rodacy zachowali swą tożsamość narodową, kulturę i wiarę, często też język – podkreślił prezydent Duda. Wyraził przekonanie, że akcja powinna nadal trwać i jeszcze bardziej się rozwijać.

Podziękował obecnym na spotkaniu rodakom ze Wschodu i ich bliskim za podtrzymywanie ducha narodowego, mimo wielu trudności i niesprzyjających okoliczności i życzył, aby wytrwali w tym szlachetnym dziele. Wyraził też wdzięczność wszystkim, którzy brali udział w tych działaniach, a więc członkom rządu, różnych organizacji i stowarzyszeń oraz sponsorom, a na koniec swym najbliższym współpracownikom, najbardziej zaangażowanym w całą inicjatywę.

Swymi wrażeniami z zakończonej dopiero co akcji podzieliła się także małżonka prezydenta Agata Kornhauser-Duda. Zaznaczyła, że pomoc z Polski dotarła w zeszłym roku do ponad 20 różnych miejscowości na Ukrainie, Białorusi, w Mołdawii i Kazachstanie, a każdemu takiemu wyjazdowi towarzyszyły zawsze wzruszające spotkania z ludźmi w różnym wieku, występy miejscowych zespołów dziecięcych i młodzieżowych, rozmowy z pracującymi tam księżmi, siostrami zakonnymi i nauczycielami z Polski. “Dzisiaj to my chcemy wam podziękować za wasze zaangażowanie w pielęgnowanie języka ojczystego, kultury, historii, wiary i tożsamości narodowej” – powiedziała pierwsza dama.

Podkreśliła ponadto, że ubiegłoroczna akcja miała szczególne znaczenie, przypadła bowiem w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. I te wątki były zawsze bardzo obecne np. w występach zespołów, organizowanych na miejscu wystawach, konkursach i innych wydarzeniach. Na zakończenie zapowiedziała, że IV edycja akcji rozpocznie się przed tegoroczną Wielkanocą.

Prowadząca spotkanie red. Anna Popek z TVP, która sama uczestniczyła w wielu wyjazdach, podkreśliła, że spotkania i rozmowy z rodakami zawsze były i są bardzo wzruszające, a dla wielu z nich, szczególnie ze starszego pokolenia oznaczały niekiedy pierwszy po wojnie kontakt z żywym słowem polskim. Często ludzie ci, początkowo nieufni, po kilku chwilach otwierali się i opowiadali swoje dzieje, o których przez całe lata nie mogli mówić. Zdarzało się, że nawet dorosłe dzieci tych sędziwych osób, najczęściej kobiet, po raz pierwszy słyszeli takie opowieści. Często towarzyszyły temu łzy wzruszenia, ale i radości, że nareszcie można było o tym opowiedzieć.

Przed wystąpieniami prezydenta i jego małżonki zebrani mogli obejrzeć i wysłuchać występów solistów i zespołów śpiewaczych z Ukrainy, Mołdawii i Naddniestrza. Wyświetlono też kilka krótkich filmów obrazujących niektóre wydarzenia z zakończonej akcji. Niektóre utwory, chociaż autorstwa Polaków i dotyczyły np. historii Polski, okazywały się mało znane obecnym, wywołując tym samym szczególne wzruszenie i emocje. Na zakończenie wszyscy wykonawcy odśpiewali razem “Dumkę o małym rycerzu – stepie szeroki” do filmu “Pan Wołodyjowski”, po czym zrobili sobie wspólne zdjęcie z parą prezydencką.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem