Reklama

Łaska Boża zaczyna i kończy wszystko

2018-10-03 08:07

Z ks. dr. Pawłem Tamborem rozmawiała Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 40/2018, str. I

TD
WSD to najstarsza uczelnia wyższa w Kielcach

Z ks. dr. Pawłem Tamborem, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach – o wrażliwości na głos Boga i rozpoznaniu powołania, o dylematach w kształceniu i przygotowaniu dobrych kapłanów, specyfice kieleckiego Seminarium, „zaprzyjaźnianiu się z metafizyką” i współczesnej kosmologii – rozmawia Agnieszka Dziarmaga

Agnieszka Dziarmaga: – Jak dzisiaj budzić powołania? Co zdaniem Księdza Rektora, we współczesnym świecie przeszkadza, a co pomaga w usłyszeniu głosu Boga?

Ks. Paweł Tambor: – Sprawą zasadniczą w kontekście powołania kapłańskiego jest uświadomienie sobie, że jego autorem jest Bóg. Oczywiście każda droga życiowa, nawet dana specjalizacja zawodowa, jest związana z pewnymi szczególnymi ideałami, które człowiek odkrywa, uważa za cenne, wartościowe, godne naśladowania, i którymi chce ostatecznie żyć. Dla chrześcijanina wszystko, co robi w życiu jest zatem jakoś naznaczone wspólnym mianownikiem powołania do życia i dzielenia się Bogiem. Powołanie kapłańskie jest natomiast wyjątkowe w tym, że człowiek powołany jest wezwany do stania się jakby specjalnie transparentnym w przekazie Boga światu. Nie ja, ale Bóg, Jezus Kapłan, Pasterz ma się przeze mnie jakoś wyraźnie, tak jak tego sam chce – objawić światu. Autorem powołania kapłańskiego jest więc Bóg, natomiast na nas spoczywa pewien obowiązek stworzenia środowiska, w którym powołanie nie wygaśnie, zostanie przez młodego człowieka w całym tym hałasie świata usłyszane i będzie tak kształtowane, że pozostanie wciąż Boże.

– Jak kwestia powołań wygląda w WSD w Kielcach? Jakie są dane z ostatnich pięciu lat i jak statystycznie kieleckie seminarium prezentuje się na tle innych diecezji?

– Trzeba pewnie odróżnić liczbę powołań w znaczeniu zasadniczym, czyli uświadomienia sobie Bożego wezwania, od realizacji decyzji w postaci wstąpienia do seminarium duchownego. Chodzi mi o to, że powołanych jest z pewnością więcej niż wstępuje do seminariów. W Kielcach w ostatnich latach zauważamy spadek liczby wstępujących do seminarium – od kilkunastu rozpoczynających formację przed czterema, pięcioma laty, do kilku obecnie. Sumarycznie rzecz biorąc, w kieleckim seminarium do kapłaństwa przygotowuje się 54 alumnów, co stawia nas w gronie seminariów mniej więcej w połowie skali liczebności.

– Czy można wskazać elementy, które szczególnie wyróżniają kieleckie seminarium?

– Każde seminarium duchowne na świecie ma swój unikalny charakter, mimo że wszystkie realizują tę samą misję w mniej więcej podobny sposób. Aktualny charakter uczelni tworzą ludzie zakorzenieni w lokalnej historii, tradycji duchowej, dorobku swoich poprzedników. Z historii dwudziestego wieku wpływ na naszą seminaryjną tożsamość ma z pewnością trudna historia Kościoła kieleckiego w czasach komunistycznych: historia biskupów i prezbiterów prześladowanych i wtrącanych do więzienia, alumnów wcielanych do wojska, itd. Szczególny kontekst reformy soborowej, potrzeba adekwatnego głoszenia Ewangelii, wyjaśniania wiary i osobiste pasje naukowe – wszystko to sprzyjało temu, że w naszym środowisku nigdy nie brakowało wybitnych uczonych i solidnych dydaktyków. Myślę, że alumni, jeśli chcą, mogą korzystać z tego dorobku. Wielu spośród nich, według mojej oceny, także charakteryzuje swoista pasja głębokiego życia duchowego, osobistych poszukiwań rozumienia i uzasadniania swojej wiary, które wykraczają poza ramy formalnego ratio studiorum. Ciekawe, że zgodnie z tradycją seminarium kieleckiego, formacji duchowej i intelektualnej towarzyszy także zainteresowanie sportem. Nasza drużyna piłkarska jest mistrzem kraju w piłce halowej, tenisiści stołowi drużynowo i indywidualnie zajmowali pierwsze i drugie miejsca podczas zeszłorocznych zawodów.

– Co Ksiądz Rektor chciałby zmienić w profilu nauczania i formacji, może którąś dziedzinę wiedzy należałoby poszerzyć, coś nowego wprowadzić? A może wyeliminować?


– Nieco schematycznie mówi się, że formacja do kapłaństwa odbywa się jakby w czterech wymiarach: ludzkim, duchowym, intelektualnym i pastoralnym. Jej sednem jest mozolne poszukiwanie równowagi w elementach, które się na nią składają. Trwają w Kościele polskim prace nad nowym dokumentem, który będzie dostosowywał ogólnokościelną wizję misji seminarium duchownego do warunków polskich. Kilka seminariów w Polsce wprowadziło na przykład tzw. rok propedeutyczny, który ma poprzedzać studia teologiczne i spełniać rolę dodatkowego czasu i narzędzia rozeznania swojego powołania, wdrożenia w pogłębione życie modlitwy, uczenia się tworzenia wspólnoty uczniów, którzy przecież mają się stać w istocie uczniami Pana i w realiach współczesności głosić tę samą Dobrą Nowinę o zbawieniu.
Moim zdaniem pewna reforma sposobu funkcjonowania seminarium duchownego jako takiego ma z jednej strony zachować to co najlepsze – wypracowane do tej pory: szacunek dla bogatej tradycji formacji do kapłaństwa, która była i jest skuteczna w Kościele. Mam na myśli seminarium jako rodzaj mimo wszystko odosobnienia, takiego praktycznego „wyjścia na pustynię”, zostawienia tego, co zagłusza rozwój życia Bożego w człowieku, karmienia się tradycją Kościoła w dziedzinie modlitwy, duchowości, liturgii, ciszy, studium przede wszystkim Słowa Bożego i teologii, świadomego poznania i zaprzyjaźnienia się z tą szczególną „metafizyką”, w której odkrywam istnienie i obecność Boga, jako coś bardziej realnego niż moje własne bycie i odczuwanie. To jest naprawdę wielka przygoda!
Z drugiej strony, chrześcijanin jest przecież także dzieckiem swoich czasów i winien używać współczesnych narzędzi, które pomogą mu zrozumieć Ewangelię, przyjąć ją z wiarą i nauczyć się komunikować ją światu. Chodzi mi na przykład o narzędzia intelektualne, których dostarcza filozofia i nauka współczesna. Coraz częściej powraca stare w gruncie rzeczy wezwanie do postawy apologetycznej, czyli takiej, która potrafi uzasadnić i obronić, albo raczej ukazać istnienie i cechy Boga najpierw w sobie, potem wobec świata. Św. Tomasz z Akwinu formułował tzw. drogi, czyli argumenty za istnieniem Boga, które mają charakter kosmologiczny. Wychodząc z obserwacji własności świata, chcę coś powiedzieć o Bogu, który jest Stwórcą. Kosmologia współczesna przeżywa swój okres dynamicznego rozwoju, ale także swoistego kryzysu, który jest kryzysem wyjaśniania. Bez wchodzenia w szczegóły, chciałbym podkreślić, że student teologii – alumn seminarium duchownego ma przyglądać się światu, mieć jakiś czasem więcej niż popularny wgląd we współczesną refleksję nad światem; niejako „dotknąć” trochę nauki, filozofii, bioetyki; przede wszystkim być świadomym dyskusji, które się toczą na przykład w dziedzinie relacji nauka-wiara, być świadomym pytań, które świat zadaje.

Jak wygląda obecność WSD w mediach elektronicznych?

– Seminarium kieleckie jest oczywiście w taki czy inny sposób obecne w sieci, posiadając swoją stronę www i profile w serwisach społecznościowych. Alumni i profesorowie biorą udział w programach radiowych lub telewizyjnych dzieląc się wiarą i swoim dorobkiem. Jestem wdzięczny wszystkim pracownikom mediów za przekaz tego, co dzieje się w naszym środowisku. Niemniej jednak uważam, że nic nie zastąpi żywej obecności alumna, wychowawcy czy profesora seminaryjnego we wspólnocie parafialnej, dniu seminaryjnym, spotkaniu powołaniowym, modlitwie w jakiejkolwiek wspólnocie Kościoła, na sympozjum naukowym, we wszystkich w ogóle środowiskach, gdzie jest szansa by dzielić się Bogiem, dawać świadectwo własnego powołania, głosić Ewangelię.

Co, zdaniem Księdza Rektora, jest bazą i podstawą w przygotowaniu dobrego kapłana?

– Oj, trudne pytanie, uczymy się tego przez całe życie, tu nie ma ekspertów. Mogę pozwolić sobie na pewne bardzo ogólne uwagi. Po pierwsze i po ostatnie, pozwolić Bogu działać! Ta zgoda na Boże działanie obejmuje właściwie każdy etap życia człowieka, w tym szczególnie tego, powołanego do kapłaństwa. Mam bardzo głębokie przekonanie, że bazą absolutną dla odkrycia w sobie, wyraźnego usłyszenia głosu Chrystusa, który powołuje, jest wdrożenie człowieka w zasadnicze życie modlitwy, i to najwcześniej jak się da. Tu właściwie bezcenna jest rola rodziny, wspólnoty parafialnej. Gdy od dzieciństwa żyję w środowisku, dla którego Bóg jest Kimś realnym, obecnym, adresatem całej gamy naszych szczerych postaw religijnych: od ukorzenia się, żalu (w uznaniu swoich grzechów), poprzez dziękczynienie, prośbę, uwielbienie – słowem: autentyczny kult, wtedy Bóg zaczyna do mnie mówić; czasem bardzo subtelnie, czasem w dosadny sposób, którego nie mogę pomylić z niczym innym. Po drugie, przynajmniej odrobina odwagi, choć coraz częściej mówi się, że współcześnie decyzja o wstąpieniu do seminarium duchownego wymaga nawet swoistego młodzieńczego heroizmu. „Postępuj, jakbyś był odważny, a odwagę da ci Bóg”. Nie każdy, kto wstępuje do seminarium ma pewność, że jest powołany do kapłaństwa, ma jednak jakieś zaczątkowe przekonanie, że Jezus powołał go przynajmniej do przyjrzenia się temu wewnętrznemu wezwaniu. Nawet ci, którzy decydują się przerwać formację, zwykle nie uważają tego czasu za stracony, coś przecież z tajemniczych dróg Bożego działania w swoim życiu dzięki temu pojęli. Po trzecie, przyjęcie, nieraz z pewnym duchowym wysiłkiem, takiej postawy, że dobro ludzi, do których Bóg mnie wysyła, dobro na przykład wspólnoty parafialnej, ma znaczyć dla mnie więcej niż moje własne dobro. To oczywiście jest pewien paradoks ewangeliczny, bo uczeń Pana jest szczególnie temu Panu bliski i już samo to jest dla niego nagrodą. Abp Fulton J. Sheen ujął to w serii niepokojących pytań: „Jako kapłani ofiarujemy Chrystusa we Mszy Świętej, lecz czy ofiarujemy samych siebie jako żertwy z Chrystusem? Czy możemy rozdzielać to, co Bóg złączył – kapłaństwo i ofiarę? Czyż wewnętrzny związek między ofiarą a sakramentem nie mówi nam, że nie jesteśmy jedynie kapłanami, lecz również żertwami?” [Kapłan nie należy do siebie, Sandomierz 2018, 29] . Po czwarte, koniecznie studiować, nastawić się na czytanie, rozmyślanie, dyskusję właściwie przez całe życie. Mam znać swoją wiarę. Słyszę pytania, które zadaje świat mnie właśnie, myślę nad tym, znam i poprawiam swoje argumenty. Po ostatnie wreszcie,w tej niekompletnej rzecz jasna liście, łaska Boża. Ona zaczyna i kończy wszystko.

Tagi:
seminarium

Gdzie mnie, Boże, poślesz...

2019-03-14 09:50

Kamil Krasowski

O rozeznawaniu swojego powołania do kapłaństwa i otwartości na wolę Pana Boga opowiada kl. Dawid Klepusewicz.

Karolina Krasowska
Dawid Klepusewicz jest klerykiem 5 roku seminarium w Paradyżu. Pochodzi z parafii św. Józefa w Nowej Soli. Lubi słuchać muzyki i oglądać filmy (z wyjątkiem horrorów).

Kamil Krasowski: - Jak rozpoczęła się Twoja „przygoda” z powołaniem ?

Dawid Klepusewicz: - Myśli o kapłaństwie pojawiały się u mnie już w dzieciństwie. Trochę miała na to wpływ moja babcia, trochę ksiądz katecheta. W wieku 10 lat zostałem ministrantem. Coraz bardziej rozpoznawałem, że to może być droga, którą mogę pójść w przyszłości.

Pełna treść tego artykułu z NIEDZIELI 11/2019 dostępna w wersji drukowanej tygodnika. Zapraszam, Kamil Krasowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież w Loreto: trzeba odkryć na nowo plan Boga dla rodziny

2019-03-25 15:21

Vatican Media

Vatican Media
Papież na modlitwie w Świętym Domku Maryi

Oby Loreto stało się uprzywilejowanym miejscem, gdzie młodzi mogliby przyjść, aby w szkole Maryi odkrywać swoje powołanie. To pragnienie, które wyraził Papież w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański”, jaką odmówił z wiernymi zgromadzonymi na placu przed sanktuarium Świętego Domku.

Franciszek odniósł się do sceny Zwiastowania jako przykładu powołaniowej dynamiki. Jest w niej bowiem najpierw słuchanie Bożego słowa, bo to przecież Bóg podejmuje inicjatywę powołania ingerując w życie człowieka, aby ofiarować mu dar Swojej miłości. Trzeba się wsłuchać w to, co mówi schodząc w głąb swojego „ja”, gdzie działają siły moralne i duchowe. Nie da się bowiem rozeznać powołania pozostając na powierzchi.

Za słuchaniem idzie rozeznanie, aby pojąć wszystkie wymagania Bożego planu współpracując z bezinteresowaną inicjatywą Boga. I wreszcie podjęcie decyji, która niesie ze sobą całkowite powierzenie własnego życia Panu Bogu. Papież wskazał na Maryję, jako wzór wszelkiego powołania oraz oredowniczkę pomagającą rozeznać Boży plan i dająca siłę, aby się na niego zgodzić.

Święty Domek w Loreto to nie tylko miejsce rozeznawania Bożego powołania, ale także dom rodziny. W dzisiejszym niełatwym świecie – stwierdził Franciszek – małżeństwo oparte na mężczyźnie i kobiecie nabiera fundamenalnego znaczenia i podstwowej misji.

Wspaniała i niezastępowalna rola rodziny w służbie życiu

Trzeba odkryć na nowo plan Boga dla rodziny, będącej podstawową komórką społeczeństwa, aby podkreślić jej wspaniałość i niezastępowalną rolę w służbie życiu. W nazaretańskim domu Maryja przeżywała wiele relacji rodzinnych jako córka, narzeczona, oblubienica i matka. Z tego względu każda rodzina w jej różnych elementach znajduje tutaj gościnę, inspirację aby przeżywać swoją tożsamość – mówił Ojciec Święty. - Doświadczenie domowe Najświętszej Dziewicy wskazuje, że rodzina i młodzi nie mogą być dwoma równoległymi sektorami duszpasterstwa naszych wspólnot, ale muszą podążać ściśle ze sobą złączone, ponieważ bardzo często ludzie młodzi są tym, co rodzina im dała w okresie dorastania. Taka perspektywa przekształca w jedność duszpasterstwo powołaniowe, które stara się wyrazić oblicze Jezusa w jego wielu aspektach, jako kapłana, oblubieńca, jako pasterza. ”

Franciszek zaznaczył, że Domek Maryi jest także domem chorych. To w domu i rodzinie winni oni znaleźć podstawową opiekę i być otoczeni szczególną miłością. Papież zwrócił się do chorych całego świata zapewniając ich, ze są w centrum zbawczego dzieła Jezusa, bo w bardzo konkretny sposób niosą krzyż każdego dnia postępując za Nim.

Franciszek zwrócił się także do wszystkich związanych z sanktuarium, aby stawali się apostołami współczesnych czasów.

Zanieść Ewangelię pokoju i życia współczesnym

" Wam i osobom związanym z tym sanktuarium, Bóg przez Maryję powierza misję w naszych czasach: by zanieść Ewangelię pokoju i życia naszym współczesnym, często nieuważnym w obliczu znaków Boga, pochłoniętym interesami doczesnymi lub zanurzonym w klimacie obojętności duchowej – zachęcał Franciszek. - Trzeba osób prostych, ale mądrych, pokornych, ale odważnych, ubogich, ale hojnych. Krótko mówiąc, ludzi, którzy w szkole Maryi przyjmują bez zastrzeżeń Ewangelię w swoim życiu. W ten sposób, poprzez świętość ludu Bożego, nadal z tego miejsca w całym narodzie będą szerzyć się świadectwa świętości w każdym stanie życia, aby odnowić Kościół i ożywić społeczeństwo zaczynem królestwa Bożego. ”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Promocja książki o Prymasie

2019-03-26 16:38

Magda Nowak

„Prymas jasnogórski – w drodze na ołtarze” to cykl spotkań organizowanych przez Jasnogórski Instytut Maryjny. Podczas drugiego z nich w poniedziałek 25 marca również miała miejsce prezentacja książki. Tym razem były to osobiste zapiski Prymasa Tysiąclecia, uzupełnione i wydane przez Wydawnictwo Paulinianum. Nowa publikacja pt. „Stefan Kardynał Wyszyński. Jasnogórskie wspomnienia. Zapiski osobiste” była możliwa dzięki zaangażowaniu Anny Krystyny Zyskowskiej, redaktorki książki. Dlatego właśnie pani Anna i o. Samuel Pacholski, dyrektor Wydawnictwa byli gośćmi spotkania, a towarzyszyli im: o. Józef Płatek, świadek życia i jasnogórskiej posługi Prymasa Wyszyńskiego oraz Stanisława Nowicka, członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego.

BP KEP

Pierwsze wydanie zapisków z 2002 r. opatrzone tytułem „Jasnogórskie Kalendarium Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego” było efektem pracy paulina o. Zachariasza Jabłońskiego, profesora Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Już wtedy przy ich opracowywaniu uczestniczyła Anna Krystyna Zyskowska. W roku 2015, krótko przed śmiercią o. Zachariasza usłyszała od niego, niejako w testamencie, prośbę o ponownie wydanie zapisków kard. Wyszyńskiego.

Książka odzwierciedla głęboką więź Prymasa Tysiąclecia z Jasną Górą. Łączy w sobie opisy 603 dni jego pobytu w sanktuarium. Zawiera wypowiedzi będące osobistymi notatkami bądź refleksjami Prymasa m.in. fragmenty jego kazań, przemówień, listów, a także wiele zdjęć. Okładkę książki zdobi wizerunek kard. Stefana Wyszyńskiego z obrazu zatytułowanego „Pasterz nadziei”, który znajduje się w Muzeum 600-lecia na Jasnej Górze. Obraz ten ukazuje kardynała Wyszyńskiego stojącego pewnie z laską pasterską w dłoni. Na wierzchołku tejże laski zakwita mały, zielony listek. W tle, za plecami Prymasa delikatny zarys twarzy Matki Bożej Częstochowskiej.

– Po śmierci ksiądz Prymas był określany jako Mojżesz, który przeprowadził naród polski przez czerwone morze komunizmu. Był porównywany do proroka znad Wisły. Ten obraz jest bardzo wymowny, bo oddaje całą treść tej książki – wyjaśnia Anna Krystyna Zyskowska. – W tle zarys oblicza Matki Bożej Jasnogórskiej, która jest z nim i go wspiera. – Jasna Góra była dla księdza Prymasa nie tylko domem, gdzie przyjeżdżał i był po prostu u Matki, ale jednocześnie tutaj prowadził naród, dlatego że Jasna Góra była amboną dla księdza Prymasa, tu mówił kazania do całego narodu – przypomina redaktorka książki.

– Jasna Góra jest sanktuarium narodowym dzięki Prymasowi Tysiąclecia – podkreśla o. Samuel Pacholski. – On był nie tylko naszym konfratrem, ale protektorem, on uczynił z tego miejsca centrum duszpasterstwa w Polsce. Więc jeżeli my chcemy, żeby to miejsce było dalej centrum, to niewątpliwie to dziedzictwo i te inspiracje ciągle pozostają dla nas aktualne. A o. Józef Płatek, mówiąc o kard. Wyszyńskim, zaznacza: – Był to człowiek niezłomnej wiary, bezgranicznego zaufania i niezwykłej odwagi, którą nas inspirował.

Stanisława Nowicka, członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego była na Jasnej Górze w okresie, kiedy Prymas był w więzieniu. – Był to czas ogromnej modlitwy, nocne czuwania i wielkie SOS do Matki Bożej o jego ratunek – wspomina. – Miałam tę świadomość, że ksiądz Prymas właśnie tak to postrzegał, że Matka Boża jest naprawdę jego wielką mocą. Kiedy dowiedzieliśmy się o jego oddaniu Matce Bożej w niewolę, które miało miejsce w Stoczku 8 grudnia 1953 r., krótko po jego uwięzieniu, to mieliśmy wtedy pewność, że jest w ramionach Matki Bożej i że po prostu Ona potrzebuje naszych kolan. Zresztą za nasze kolana nam ojciec potem bardzo dziękował – opowiada.

Spotkanie w Jasnogórskim Instytucie Maryjnym poprzedziła Msza św. w intencji beatyfikacji Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, odprawiona w Kaplicy Cudownego Obrazu pod przewodnictwem biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej Andrzeja Przybylskiego. Cykl spotkań „Prymas jasnogórski – w drodze na ołtarze” organizuje Jasnogórski Instytut Maryjny wraz z o. Mariuszem Tabulskim, dyrektorem Instytutu, definitorem generalnym Zakonu Paulinów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem