Reklama

Rodziny nas bardzo potrzebują

2019-01-23 11:50

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 4/2019, str. IV

Archiwum prywatne
Rodziny w Bieszczadach, w Ośrodku Caritas w Zboiskach

Ferie rodzin to dzieło Boże. To jest tydzień bycia razem, budowania wspólnoty. Człowiek czuje się akceptowany, i kochany przez Kościół – mówi ks. Paweł Samiczak z parafii św. Jadwigi Królowej przed wyjazdem na rekolekcje dla rodzin, organizowane po raz piąty. Odbywały się one w ferie w dniach 12-18 w Bieszczadach, w Ośrodku Caritas w Zboiskach. Uczestniczyło w nich 75 osób

Sama inicjatywa jest dużo starsza, wyszła przed laty z parafii św. Jana Chrzciciela. Tutaj organizowano pierwsze wyjazdy rodzin. Włączała się w nie parafia św. Jadwigi Królowej. Od pięciu lat wspólnota parafialna osobno organizuje osobną edycję rekolekcji. Zainteresowanie jest bardzo duże. To pokazuje jak bardzo potrzebna jest tego typu formuła wypoczynku.

Trzeba jakoś zacząć

Inicjatorom zależy, by na rekolekcje mogła wyjechać każda rodzina. Nie tylko małżonkowie, ale i osoby samotnie wychowujące dzieci, czy osoby z problemami w rodzinie.

– Bywa, że początek rekolekcji dla rodzin, to dla niektórych poważna batalia, bo na przykład chwilę wcześniej odbywała u nich się ogromna kłótnia. Nagle się spakowali, wyjechali i trzeba razem być. Zaczynają odczuwać po jakimś czasie, że Pan Bóg ich zmienia. Czasami w sytuacjach, gdzie małżonkowie po ludzku nie mogą na siebie wzajemnie patrzeć, po tym czasie poprzez odnowienie relacji z Panem Bogiem, zaczynają się brać za ręce. Tutaj uczą się wzajemnego przebaczenia – fundamentu każdego małżeństwa. Do tego dochodzi rekreacja, wspólnie spędzony czas, zabawy, dyskoteki. Tworzy się więź pomiędzy ludźmi. Kiedy jedno, bądź drugie małżeństwo wchodzi do tej wspólnoty, obserwuje zdrowe, szczęśliwe rodziny, gdzie wszyscy się szanują, to automatycznie te wzory chce przeszczepiać – podkreśla ks. Samiczak.

Reklama

Moc modlitwy

– W zeszłym roku na pierwszej konferencji powiedziałem im, że jeśli małżonkowie będą uczciwie modlić się przez cały tydzień za siebie o przymnożenie wiary, nadziei i miłości, to gwarantuję im, że za tydzień jak będą stąd wyjeżdżać, będą bardziej wierzyć, bardziej kochać, a z serca ustąpi zwątpienie. Po tygodniu wypytywałem ich w kuluarach. I rzeczywiście doświadczyli działania mocy modlitwy. A trzeba powiedzieć, że często na wieczorny pacierz przychodzą całą rodziną do kaplicy. W ciszy odmawiają razem modlitwę. Klękają przed Najświętszym Sakramentem.

Między uczestnikami nawiązują się relacje, które wykraczają poza tygodniowy wyjazd. Po powrocie angażują się w życie parafii. Małżeństwa, dzieci mają ze sobą kontakt. Dużo osób wstępuje do Domowego Kościoła, ale to nie jest dogmat, że te rekolekcje są tylko i wyłącznie dla Domowego Kościoła, bo Ruch Światło-Życie ma swoją specyfikę, a Kościół ma bogatą ofertę – mówi ks. Paweł.

Zaskoczenie

Miejsce wypoczynku – Bieszczady. Nie ma zasięgu. Organizatorzy proszą o wyłączenie internetu, w pokojach nie ma telewizorów, a więc pierwsze pytanie „co robić?”. Nagle dzieci odkrywają, że istnieje inne życie, normalne, poza internetowym, elektronicznym, że potrafią wybiec na cały dzień na dwór, spocić się, biegać, ganiać się, lepić bałwana. Rodzice mogą wspólnie wypić kawę, patrząc przez okno jak się dziecko bawi. – Pamiętam, jak kiedyś podczas ogniska integracyjnego, było już późno, dzieci już poszły spać. Rodzice zaś, którzy dobrze ze sobą się czuli, zostali. Ojcowie, przejęli po dzieciach ślizgawkę, zajęli jakąś oponę. To są małe drobne rzeczy, które dają coś pięknego – wspomina.

Uczymy się wzajemnie od siebie

W mojej pracy duszpasterskiej rekolekcje również dużo mi dają, zawsze przyjeżdżam z nich inny. Podstawowym owocem są powstające kręgi Domowego Kościoła, ale nie tylko. Bardzo ważne są indywidualne rozmowy w trakcie rekolekcji. Mam tam bardzo dużo czasu, który mogę poświęcić ludziom. Przez te kolejne dni Pan Bóg w różny sposób z nimi pracuje, otwiera ich serce. W pewnym momencie dojrzewają do tego, że chcą przyjść porozmawiać. Czasem nie są to tylko spowiedzi, mogą to być także duchowe rozmowy, bardzo głębokie i długie. Kiedyś mieliśmy taką sytuację. Zorganizowaliśmy wystawienie Najświętszego Sakramentu do północy, w trakcie zgłosiły się do mnie jakieś osoby na rozmowę. Oczywiście wszystko przedłużało się. O godz. 2. 30 wszedłem do kaplicy, myśląc że wszyscy inni już dawno poszli spać. Byłem bardzo zaskoczony, że nikt nie odszedł, wszyscy pozostali na modlitwie.

Program jest zwyczajny. Poranne modlitwy, śniadanie, Eucharystia, konferencja. Osobne zajęcia mają dzieci i dorośli. W ramach rekolekcji s. Anna Szewczyk prowadzi warsztaty z lectio divine. Dzięki czemu rodziny mają podstawę do własnej osobistej modlitwy ze Słowem Bożym, zaczynają się nim modlić.

– W tym roku będę mówił o działaniu Ducha Świętego w osobie Maryi. Ona słyszy Słowo, przyjmuje je, to Słowo staje się Ciałem. Jest to proces, który jest w naszej relacji do Ducha Świętego, chodzi o to, że Duch Święty, kiedy przychodzi posyła do nas Słowo, kiedy my przyjmujemy je z wiarą, staje się Ciałem. Doświadczamy cudów w naszym życiu, Bożej obecności. Pan Bóg cały czas mówi i wyznacza drogę dla rodziny, kierunek, jakim ma podążać ta rodzina, by była jednością, Bogiem silna i szczęśliwa – tłumaczy ks. Samiczak.

Wojownicy

Przyjęło się, że na rekolekcjach jest zawsze kino familijne osobno dla rodziców i dla dzieci. – Kiedyś zaproponowałem im taki materiał dotyczący zagrożeń duchowych „Odebrać dzieciom niewinność”. Ich reakcja była ogromna. Okazało się, że nie byli świadomi, w jaki sposób ich dzieci mogą być poddawane różnym formom zagrożeń. To są rodzice, którzy są zaangażowani, by ich życie małżeńskie układać po Bożemu, a z drugiej strony są prawdziwymi wojownikami jeśli chodzi o katolickie i praworządne wychowanie swoich dzieci, które nie jest w dzisiejszym świecie łatwe. Dla mnie są to żołnierze pierwszej linii. Na przykład, mając świadomość, czym jest Halloween, nie puszczają wtedy swoich dzieci do szkoły, nie zezwalają na tego typu zabawy, bo one mają na celu przecież inicjacje duchowe. Nie boją się powiedzieć „nie”. Dzieci również mając świadomość są w stanie odmówić, i tak rosną świadkowie wiary – mówi ks. Samiczak.

Ks. Paweł widzi jak rekolekcje procentują w rodzinach. Dzieci angażują się w Oazę Dzieci Bożych. Przychodzą na spotkania formacyjne, ciągnąc ze sobą rodziców, którzy razem mogą spędzić czas w sobotnie popołudnie. Są małżeństwa, które posługują np. w czasie Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie, śpiewając w zespole muzycznym dorosłych. – To jest wielka łaska, że tak wiele rodzin chce się angażować w życie Kościoła. I robią to z wielkim entuzjazmem. Ciągle zapraszamy nowych ludzi – opowiada. Oprócz rekolekcji, wyjedziemy dwa razy w roku wspólnie na jednodniowy wypad. Byliśmy na przykład na Farmie Iluzji koło Lublina. Nie trzeba dużo, by się zintegrować, wspólnie pośpiewać. To też buduję wspólnotę.

Już nie możemy się doczekać

Słyszałam od rodzin oczekujących na wyjazd. Wiola Molęda z parafii św. Jacka w Leszczynach mówi: – Dla naszej rodziny jest czas oddechu i naładowania duchowych akumulatorów. Ten czas spędzony na rekolekcjach pozytywnie wpływa na naszą rodzinę, daje nam nowe siły, by być blisko Pana Boga. Bo codzienność zagłusza nas różnymi sprawami. Świat pędzi, tempo życia jest dziś szalone. Dlatego potrzebujemy takiego czasu razem: wspólnej modlitwy i odcięcia się od codzienności. Podczas wyjazdu bardzo odczuwamy bliskość Jezusa, że On jest z nami i chce być z nami w codzienności. Jesteśmy tak jakby w szklarni, gdzie możemy wzrastać, budować ze sobą i z Jezusem wspólnotę. Dla naszych dzieci również jest to ważne, bo podczas rekolekcji mają swoje zajęcia. One widzą, że są inni młodzi, którzy mają podobne wartości, że się modlą i są blisko Pana Boga. To wszystko daje im umocnienie w życiu szkolnym i młodzieńczym. Nasze dzieci spotykają się z różnym podejściem wobec Pana Boga i wiary w środowisku. Rekolekcje umacniają je i sprawiają im wiele radości. Ten czas w nas owocuje. Angażujemy się w ciągu roku w życie swojej parafii św. Jacka w Leszczynach. Udało się nam utworzyć dwa kręgi Domowego Kościoła skupiające kilka rodzin.

To mój mąż Grzegorz po rekolekcjach ewangelizacyjnych (było to raptem pięć dni, a przemieniło nasze życie) podjął decyzję i wspólnie odpowiedzieliśmy na zaproszenie Domowego Kościoła. Należymy do Diakonii Ewangelizacji, posługujemy jako animatorzy w czasie rekolekcji. Mamy czwórkę dzieci. Ludzie czasem pytają: Jak wy na to znajdujecie czas? Po ludzku jest to niemożliwe, ale z Bogiem tak. Czasem bywają trudniejsze dni, pokłócimy się , ale wtedy wiemy, gdzie mamy wrócić, do Jezusa. Potrzebuję tych rekolekcji, by ustawić na nowo priorytety, by Jezusa na nowo postawić na pierwszym miejscu. W czasie wyjazdu czerpiemy jedni od drugich, dzielimy się wzajemnie swoimi doświadczeniami. Każdy idzie z różnymi sprawami i bagażem do Pana Boga. To nas bardzo ubogaca. Podczas rekolekcji s. Anna Maria uczyła nas medytacji nad Słowem Bożym – Lectio Divina. Wiele rzeczy na nowo odkrywamy. Za każdym razem coś do nas trafia. Kiedyś usłyszałam psalm 128 i słowa „Małżonka Twoja jak szczep winny, synowie dookoła twego stołu jak oliwne gałązki”. I były to słowa dla nas, bo niebawem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Syn ma teraz dwa miesiące.

W życiu Kasi Kopyść Pan Bóg też zostawił pewne pamiątki. – Na pierwszy wyjazd pojechałam z nastawieniem, że będzie to przede wszystkim wypoczynek. Jednak podczas tych rekolekcji Pan Bóg powywracał moje schematy. Przede wszystkim doświadczyłam tam odnowienia więzi z Jezusem. Czułam się wysłuchana i przyjęta. Podczas jednego z duchowych ćwiczeń, jakie zaproponował nam ks. Paweł mieliśmy spisać na kartce wszystko, co chcemy oddać Panu Bogu – nasze zranienia, brak przebaczenia, słabości, problemy. Na początku miałam duży opór, ale kiedy to zrobiłam i rzeczywiście oddałam to wszystko Jezusowi, doświadczyłam uzdrowienia w moim życiu. Wiele spraw w małżeństwie, w relacjach zmieniło się. Jeżdżąc na kolejne rekolekcje, umacniałam się wewnętrznie, budowałam swoją relację z Panem Bogiem. A owoce, jakie mi podarował Bóg, są zaskakujące, bo na przykład nie spodziewałam się, że będę dziś w ekipie organizacyjnej i przygotowującej ten wyjazd. Oprócz Eucharystii, konferencji, posiłków w każdym dniu zaplanowana jest także jakaś forma rekreacji, wyjście na basen, na lodowisko, wspólne ognisko, czy zwiedzanie Muzeum. W każdym roku mam nad czym pracować. A podczas wyjazdu dostajemy konkretne narzędzia, jak to robić. Przypomina mi się jedna taka zabawa. Jedno z małżonków miało zawiązane oczy, a drugie je prowadziło udzielając konkretnych wskazówek, jak ma iść by dojść do określonego punktu. Potem okazało się, że był to obraz słuchania Słowa, które daje Bóg, konkretnych wskazań, by dojść do Niego.

Nikt tego lepiej nie zrobi jak rodzina

Ks. Paweł tłumaczy, że przyszłością Kościoła jest formacja w małych wspólnotach, w rodzinach. Jeśli rodziny będą zdrowe, to wiara i parafie ostoją się. Nawet w życiu Jana Pawła II i w życiu tylu innych świętych, pierwszym kościołem, do którego uczęszczali, była rodzina, tutaj mieli swoją szkołę modlitwy, budowali relacje z rodzicami. Nikt tego lepiej nie zrobi niż ten domowy kościół, jakim jest rodzina.

Ostatnie lata pokazały mi, jak bardzo rodziny nas potrzebują, widać to bardzo wyraźnie, jak chodzę po kolędzie. Dużo opowiadam o naszych inicjatywach i ludzie pozytywnie reagują na to, coraz więcej osób jest chętnych do głębszego wejścia w życie parafii. To ważne, aby się nie bali i nie wstydzili. Kościół jest różnorodny i każdy może znaleźć i odkryć, że Kościół mnie kocha.

I
Tagi:
rekolekcje rodzina ferie

Reklama

Rekolekcje z Full Power Spirit

2019-03-21 15:48

Katarzyna Krawcewicz

W parafii Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze odbyły się rekolekcje wielkopostne dla uczniów CKZiU „Elektronik”, LO IV i LO VII. Poprowadzili je muzycy z zespołu Full Power Spirit.

Katarzyna Krawcewicz
"Dzielimy się swoimi doświadczeniami poszukiwania szczęścia w życiu"

O tym, co artyści chcieli przekazać młodzieży, opowiada Mirek Kirczuk: - My sami jesteśmy tak zwanymi poszukiwaczami szczęścia. Jeżeli zapyta się ludzi, na czym im w życiu zależy, to jeśli nie będą umieli tego lepiej sprecyzować, powiedzą, że chcą być szczęśliwi. Nas to nie dziwi. Dzielimy się po pierwsze swoimi doświadczeniami poszukiwania szczęścia w życiu. Po drugie stawiamy pytania, od których może nie warto uciekać, z którymi warto się zmierzyć. A wszystko to prowadzi do tego, żeby pokazać, że Pan Bóg jest. Że w świecie, w którym nam się wydaje, że o nas zapomniał, że jesteśmy zdani na samych siebie, że Pan Bóg sobie siedzi w swoim fajnym niebie – to wbrew temu wszystkiemu On jest. I żeby Go dostrzec w naszej codzienności, wcale jakoś mocno wysilać się nie trzeba. O tym rozmawialiśmy w pierwszym dniu rekolekcji.

A dziś próbujemy w kontekście poszukiwania szczęścia w życiu – bazując na ważnych dla młodzieży wartościach: wolności, szacunku i samoakceptacji – skonfrontować to, co daje nam świat i za co każe nam płacić wcale niemałą cenę z tym, co Pan Bóg chce nam dać zupełnie za darmochę. Chcemy więc pokazać, że Pan Bóg jest, następnie pokazać ofertę, jaką ma dla każdego człowieka, a wreszcie zachęcić do podjęcia pewnego rodzaju wyzwania: sprawdzenia, czy to ma szansę zafunkcjonować również w moim życiu.

Pan Bóg składa nam ofertę, a jednocześnie dając nam wolność pozwala tę ofertę odrzucać. Pan Bóg nas nie zmusza do współpracy. Kiedy człowiek w wolności zaczyna z Bożej propozycji korzystać, to często w jego życiu zaczynają się dziać niesamowite rzeczy, które też wydarzyły się w naszych historiach. I tym się chcemy dzielić. Jeśli ktoś wyjdzie stąd bogatszy o jakąś wiedzę, może z jakimś postanowieniem – to super. My stawiamy się tylko i wyłącznie w roli ewangelicznych siewców, którzy sieją, bo w gruncie rzeczy nic więcej zrobić nie możemy. I to jest piękne, że my tylko siejemy, że nie zbieramy owoców tego zasianego Słowa, bo to groziłoby pychą. A tak człowiek tylko wykonuje misję i rusza dalej, wierząc, że Pan Bóg to zasiane ziarno chce podlewać, a później być może będzie zbierał jakiś plon.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: potrzebna jest kontrrewolucja katolicka

2019-03-21 11:36

Joanna Folfasińska/ Archidiecezja Krakowska / Kraków (KAI)

Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeśli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. Nie możemy powiedzieć, że nas to nie obchodzi. Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy - powiedział abp Marek Jędraszewski w Krakowie podczas konferencji „Bitwa o odpowiedzialność”, zorganizowanej przez wspólnotę Mężczyźni św. Józefa.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Na początku metropolita krakowski postawił tezę, że walka o odpowiedzialność jest równocześnie batalią o człowieczeństwo. Wyjaśnił, że swój wykład oparł o przemyślenia współczesnego francuskiego myśliciela żydowskiego pochodzenia Emmanuela Levinasa.

Hierarcha krótko przedstawił jego biografię i podkreślił, że jego filozofia wyrosła z pytania: czy my, Żydzi, możemy jeszcze po doświadczeniach Auschwitz, filozofować? – Odpowiedź dla wielu była prosta – „nie!” (…) Holokaust był obrazą ludzkiego rozumu i kompromitacją. Uważano, że po Auschwitz nie ma miejsca dla filozofii. Część, a wśród nich Levinas, twierdziła jednak, że tym bardziej trzeba - argumentował abp Jędraszewski.

Levinas próbował zrozumieć, dlaczego doszło do Holokaustu i dlaczego odpowiedzialni są za niego Niemcy – naród wybitnych poetów i filozofów? W swoich rozważaniach zwrócił uwagę na obojętność Kaina, który po zabójstwie Abla bezczelnie odpowiedział Stwórcy, że nie jest stróżem swojego brata. Odpowiedzialność za drugiego człowieka stała się centralnym punktem dwóch dzieł Levinasa: „Całość i nieskończoność” i „Inaczej niż być lub ponad istotą”. W pierwszym z nich, filozof skupił się na doświadczeniu „twarzy” innej osoby.

– Jest jakaś potęga w ludzkim spojrzeniu, która wskazuje na siłę zakazu moralnego: nie możesz mnie zabić, okazać wobec mnie przemocy. Relacja między „mną” a drugim człowiekiem nie jest symetryczna. Jeżeli ten drugi, z którym się spotykam i którego twarz widzę, mówi mi: „tobie nie wolno”, to po pierwsze on mnie uczy mojej wolności. Nie jest ona dowolnością, kaprysem, ale ma reguły (…) Ten drugi jawi się jako mistrz i nauczyciel, ktoś, kto mnie uczy mojego człowieczeństwa - powiedział hierarcha.

Człowiek ma własne sumienie i już w nim jest rozliczany ze swoich uczynków. Odpowiedzialność to odpowiedź na słowa drugiego człowieka. Jednakże, we wzroku drugiego człowieka można odszukać również prośbę o pomoc, na którą bezwzględnie należy odpowiedzieć. – Odpowiadam na wołanie. Jestem odpowiedzialny, to znaczy czuję, że jestem wezwany do dobra, nie uchylam się przed nim, niekiedy nawet za cenę własnego poświęcenia - mówił arcybiskup.

Drugie dzieło – „Inaczej niż być lub ponad istotą” pogłębia koncepcję odpowiedzialności. Levinas wyjaśnił w nim, że odpowiedzialność człowieka jest wrodzona. Centralną figurą dzieła jest postać cierpiącego Sługi Jahwe, który wziął na siebie odpowiedzialność za grzechy ludzkości. – Odpowiedzialność to inne imię człowieczeństwa. Obojętność to postawa Kaina, rezygnacja z ludzkiego powołania - przypomniał hierarcha.

Arcybiskup wspomniał potem o rewolucji 1968 roku, która zburzyła europejski porządek moralny i zakwestionowała zasadność Dekalogu. – Całkowita wolność. Wszystko skoncentrowane na własnym „ja”. Inny się nie liczy. To było przesłanie rewolucji ’68 - mówił.

Jak dodał, rok ’68 był czasem szczególnej dyskusji o człowieku i odpowiedzialności. - Rewolucja ’68 mówi: ja mam siebie realizować! Levinas mówi, że człowiek realizuje się, będąc odpowiedzialny za drugiego człowieka, przede wszystkim za jego życie. Wojtyła mówi: ja jestem odpowiedzialny wobec własnego sumienia, które mi mówi o dobru i złu - tłumaczył hierarcha.

Metropolita zauważył, że współczesny świat przedstawia aborcję jako prawo kobiety. Polska jednoznacznie mówi, że jest to zło, a walka o rzekome prawo wyboru dla innych to przyjęcie postawy obojętności. Rewolucja ’68 roku sprawiła, że najistotniejszą wartością jest szukanie przyjemności. Współżycie między kobietą i mężczyzną zostało pozbawione elementu prokreacji, otwierając tym samym drogę homoseksualnemu lobbingowi.

Arcybiskup zwrócił uwagę, że kolejną konsekwencją tej rewolucji jest wczesna i deprawująca edukacja seksualna najmłodszych. Jasno podkreślił, że pedofilia jest przerażająca. Pytał, jak to możliwe, że Kościół jawi się jako przestępcza instytucja, podczas gdy wokół kwitnie seksturystyka, wykorzystywanie dzieci i nowe deprawujące przepisy dotyczące edukacji seksualnej.

– Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeżeli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. (…) Nie możemy powiedzieć, że nas to nie obchodzi! Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy - powiedział.

Zgromadzeni na konferencji mężczyźni pytali arcybiskupa o kwestię stawiania granic. Metropolita zaznaczył, że jest nią miłość. – Gest miłości i przygarnięcia do siebie sprawia, że lęk w oczach drugiego przestaje być widoczny i zamienia się w błysk radości - wyjaśnił.

Padło też pytanie o jeden z absurdów współczesności, gdy zwykłe, codzienne i czułe gesty mogą być w dzisiejszym świecie zrozumiane opacznie. Arcybiskup zaznaczył, że szczęście dzieci polega na tym, że są chronione przez swoich najbliższych. Odwołał się do słów papieża Franciszka, który mówił o działaniu złego ducha, chcącego unieszczęśliwić człowieka. Zaczerpnięte z totalitaryzmu sformułowanie „zero tolerancji” stoi w opozycji do języka Kościoła, który głosi miłosierdzie - powiedział abp Jędraszewski.

– Wielką siłą jest to, czego uczy nas św. Józef – wierność Bogu, przyjęcie odpowiedzialności za drugiego człowieka, czystość, cześć oddawana Bogu, przepełnione miłością życie. To jest siła chrześcijaństwa. To jest to, czym możemy odpowiedzieć na przemoc wobec Kościoła katolickiego - powiedział.

Dodał, że chrześcijanie byli oskarżani o to, że są wrogami ludzkości. Z drugiej strony, byli podziwiani przez pogański świat za to, że się kochali i dbali o siebie.

Ostatnie pytania dotyczyły sposobu przemiany świata. Metropolita zauważył, że chrześcijanie spotykali się w małych grupach. Kluczem jest odwaga, do której wzywał wiernych Jan Paweł II.

– Wasza odpowiedzialność powinna przejawiać się tam, gdzie jesteście, żyjecie, macie swoje domy i rodziny! (…) Rodzice mają prawo protestować przed wszelkimi formami deprawacji w szkołach. Dzieci mają prawo pozostać dziećmi - zakończył metropolita krakowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Pałacu Prezydenckim podsumowano III edycję Akcji Pomocy Polakom na Wschodzie

2019-03-26 18:11

kg (KAI) / Warszawa

W Pałacu Prezydenckim w Warszawie odbył się 26 marca finał III edycji Akcji Pomocy Polakom na Wschodzie, zorganizowanej przez urząd głowy państwa. Na uroczystość tę przybyli, oprócz pary prezydenckiej, także marszałek Senatu Stanisław Karczewski, członkowie parlamentu, rządu, organizacji pozarządowych, zaangażowanych w tę pomoc, polscy dyplomaci akredytowani w krajach b. ZSRR. Nie zabrakło samych zainteresowanych, a więc przedstawicieli naszych rodaków z Białorusi, Ukrainy, Mołdawii i Naddniestrza oraz towarzyszących im polskich księży, sióstr zakonnych i nauczycieli.

www.prezydent.pl

Zwracając się do zebranych prezydent Andrzej Duda przypomniał, że już po raz trzeci odbywa się ta akcja, której celem jest nie tyle pomoc, ile przede wszystkim spotkanie z naszym rodakami, którzy w wyniku zmiany granic po II wojnie światowej pozostali już poza ojczyzną i z tymi, którzy znaleźli się daleko, na Wschodzie z powodów politycznych. Zdaniem głowy państwa 22 tony różnych artykułów, jakie zawieziono na Wschód, to nie tylko pomoc, ale prezenty z Polski dla tych ludzi.

- Najważniejsze były i są osobiste spotkania i rozmowy z nimi, niekiedy pierwsze po wielu dziesięcioleciach okazje do usłyszenia żywego języka polskiego. Przez długi czas nie można było mówić o polskości ani przyznawać się do niej, a jednak nasi rodacy zachowali swą tożsamość narodową, kulturę i wiarę, często też język – podkreślił prezydent Duda. Wyraził przekonanie, że akcja powinna nadal trwać i jeszcze bardziej się rozwijać.

Podziękował obecnym na spotkaniu rodakom ze Wschodu i ich bliskim za podtrzymywanie ducha narodowego, mimo wielu trudności i niesprzyjających okoliczności i życzył, aby wytrwali w tym szlachetnym dziele. Wyraził też wdzięczność wszystkim, którzy brali udział w tych działaniach, a więc członkom rządu, różnych organizacji i stowarzyszeń oraz sponsorom, a na koniec swym najbliższym współpracownikom, najbardziej zaangażowanym w całą inicjatywę.

Swymi wrażeniami z zakończonej dopiero co akcji podzieliła się także małżonka prezydenta Agata Kornhauser-Duda. Zaznaczyła, że pomoc z Polski dotarła w zeszłym roku do ponad 20 różnych miejscowości na Ukrainie, Białorusi, w Mołdawii i Kazachstanie, a każdemu takiemu wyjazdowi towarzyszyły zawsze wzruszające spotkania z ludźmi w różnym wieku, występy miejscowych zespołów dziecięcych i młodzieżowych, rozmowy z pracującymi tam księżmi, siostrami zakonnymi i nauczycielami z Polski. “Dzisiaj to my chcemy wam podziękować za wasze zaangażowanie w pielęgnowanie języka ojczystego, kultury, historii, wiary i tożsamości narodowej” – powiedziała pierwsza dama.

Podkreśliła ponadto, że ubiegłoroczna akcja miała szczególne znaczenie, przypadła bowiem w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. I te wątki były zawsze bardzo obecne np. w występach zespołów, organizowanych na miejscu wystawach, konkursach i innych wydarzeniach. Na zakończenie zapowiedziała, że IV edycja akcji rozpocznie się przed tegoroczną Wielkanocą.

Prowadząca spotkanie red. Anna Popek z TVP, która sama uczestniczyła w wielu wyjazdach, podkreśliła, że spotkania i rozmowy z rodakami zawsze były i są bardzo wzruszające, a dla wielu z nich, szczególnie ze starszego pokolenia oznaczały niekiedy pierwszy po wojnie kontakt z żywym słowem polskim. Często ludzie ci, początkowo nieufni, po kilku chwilach otwierali się i opowiadali swoje dzieje, o których przez całe lata nie mogli mówić. Zdarzało się, że nawet dorosłe dzieci tych sędziwych osób, najczęściej kobiet, po raz pierwszy słyszeli takie opowieści. Często towarzyszyły temu łzy wzruszenia, ale i radości, że nareszcie można było o tym opowiedzieć.

Przed wystąpieniami prezydenta i jego małżonki zebrani mogli obejrzeć i wysłuchać występów solistów i zespołów śpiewaczych z Ukrainy, Mołdawii i Naddniestrza. Wyświetlono też kilka krótkich filmów obrazujących niektóre wydarzenia z zakończonej akcji. Niektóre utwory, chociaż autorstwa Polaków i dotyczyły np. historii Polski, okazywały się mało znane obecnym, wywołując tym samym szczególne wzruszenie i emocje. Na zakończenie wszyscy wykonawcy odśpiewali razem “Dumkę o małym rycerzu – stepie szeroki” do filmu “Pan Wołodyjowski”, po czym zrobili sobie wspólne zdjęcie z parą prezydencką.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem